ŻYCIORYS PASTORA PAWŁA S. L. JOHNSONA
     
       PAWEŁ SAMUEL LEON JOHNSON, znany w świecie jako profesor Johnson, autor, wykładowca, biblista, pastor, wydawca, uczony, profesor i kaznodzieja, urodził się w Titusville, Pa., 4 paźdz. 1873 r., zmarł 22 października 1950 r.; 3 stycznia 1905 r. ożenił się z Emmą B. Mc Cloud, córką kontraktora z Columbus. Dzieci z tego małżeństwa nie było. Pozostała po nim żona.
       Oboje rodzice byli pochodzenia żydowskiego. Wpływy oddziaływające na matkę przed jego urodzeniem przyczyniły się wielce do jego pracy, jako sługi Bożego. Jego ojciec i on również odziedziczyli ogromną siłę fizyczną po jego dziadku, który był bardzo silnym mężczyzną. Ojciec był piekarzem w Polsce, który mając mniej więcej dwadzieścia lat, przybył do Ameryki, gdzie z wyjątkiem sabatu, gdy odpoczywał, pracował przez sześć miesięcy po 20 godzin dziennie, ażeby móc sprowadzić żonę i dzieci do Ameryki. Ojciec brata Johnsona był bardzo inteligentny i jako lingwista mówił płynnie 14 różnymi językami. Jego matka płynęła do Ameryki żaglowcem, który kilka razy był w niebezpieczeństwie wywrócenia się podczas napotykanych gwałtownych burz. Te doświadczenia stały się dla niej, z natury pobożnej niewiasty, powodem do większego zbliżenia się do Boga w celu otrzymania Jego pomocy. Mały Paweł odziedziczył zdolności religijne po matce, a siłę fizyczną i zdolności umysłowe po ojcu. Urodził się po około dziewięciu miesiącach po ponownym połączeniu się rodziców w Ameryce, a rodzina zamieszkała w Titusville, Pa. wówczas ożywionym mieście naftowym.
       Ojciec brata Johnsona był bardzo wybitny w kołach religii żydowskiej i został prezesem synagogi w Titusville. Kiedy podróżował, często bywał zapraszany do przemawiania w zgromadzeniach, a w późniejszych latach, gdy przeprowadzał się z miasta do miasta, bywał także obierany w tych synagogach prezesem. Małego Pawła kształcono w znajomości języka hebrajskiego, co stanowiło dobre przygotowanie do jego przyszłej pracy. W dniu 15 października 1886 r. został Bar Micwa (syn przykazania). Świetnie dawał sobie radę z pozostałymi przedmiotami, zwłaszcza z historią. Mając osiem lat, zachęcony przez ojca rozpoczął pisanie historii Stanów Zjednoczonych. Innym znamiennym wydarzeniem we wczesnym dzieciństwie małego Pawła było zabranie go przez ojca na pogrzeby braci Stetsona i Storrsa, gdzie po raz pierwszy zobaczył brata Russella i słyszał jego kazania. Wybitność jego ojca w kołach żydowskich była dla niego przyczyną wielu doświadczeń, szczególnie występujących po śmierci matki, kiedy miał zaledwie dwanaście lat. Będąc ulubionym synem matki i kochając ją bardzo, bardzo gorąco przeżył wielki smutek spowodowany jej śmiercią w dniu 4 stycznia 1886 r. Opłakiwał śmierć matki tak, jak niewiele dzieci opłakuje stratę jednego ze swych rodziców. Wkrótce po tym ojciec ożenił się ponownie, czego młody Paweł nie pochwalał. Był źle traktowany przez rodzinę z powodu swojej wierności i miłości do zmarłej matki, co było powodem wielu niesnasek w kręgu rodzinnym. Był on tak gwałtownie podekscytowany i zniechęcony, że w 1887 r. kilka razy uciekał z domu.
       Kiedy uciekł po raz ostatni z drugim chłopcem w jego wieku, przybył wówczas do Filadelfii i zaczął pracować jako czyścibut. Tutaj po raz pierwszy zwrócił uwagę na obraz przedstawiający Jezusa w jego cierpieniach i wówczas wyraził współczucie dla Jezusa. Krótko po tym znalazł Biblię w stercie rupieci i zabrał ją z sobą, kiedy z drugim chłopcem udawał się do kościoła metodystyczno-episkopalnego (przy ulicach Broad i Arch Sts., w Filadelfii). Duchowny przemawiał do zgromadzenia na temat niezrozumiały dla chłopców. To było powodem, że młody Paweł wyjął swoją Biblię i zaczął ją czytać w czasie wygłaszanego kazania. Zatrzymał wzrok na wersecie Jana 3:16 i gdy rozważał słowa: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”, serce jego napełniło się współczuciem i miłością dla Jezusa. Uznał Jezusa za swego Zbawiciela i żałował za swoje grzechy, otrzymując usprawiedliwienie z wiary. Wydarzyło się to 25 grudnia 1887 roku. Brat Johnson wierzył, że wówczas się poświęcił i został spłodzony z Ducha. Później, w tym samym dniu udał się na zebranie Stowarzyszenia Młodzieży Chrześcijańskiej (Y.M.C.A), gdzie oznajmił o swoim postanowieniu przyjęcia Chrystusa. Po tym wyznaniu i oznajmieniu o swojej narodowości, powiedziano jemu, że musi natychmiast napisać do rodziców i powiadomić ich o swoim postanowieniu przyjęcia Chrystusa. Stosownie do tej rady, napisał do swoich rodziców, oznajmując im o przyjęciu Chrystusa i swoim przyłączeniu się do Kościoła Metodystycznego. Gdy później powrócił do domu ojciec, aby nie bezcześcić sabatu, nie powiedział nic prócz sarkastycznej uwagi: „Jestem metodystą, jestem!” Natychmiast po zakończeniu sabatu zapytał młodego Pawła: „Dlaczego zostałeś chrześcijaninem?”. Paweł odpowiedział: „Dlatego, ażebym mógł być posłuszny Mojżeszowi i prorokom”. Po czym jego ojciec nadaremnie usiłował zmusić go do wyrzeczenia się Chrystusa i stania się ponownie żydem, lecz młody Paweł stanowczo temu odmówił, będąc niewzruszonym w przekonaniu, że Jezus umarł za niego. Był gotów podtrzymywać to za wszelką cenę. Z powodu jego stanowiska ojciec oświadczył mu, iż jest niepoprawnym i 8 lutego 1889 r. wysłał go do zakładu poprawczego (Morganza Reformatory), gdzie był grubiańsko traktowany przez urzędników tej instytucji oraz innych chłopców, uwięzionych tam za kryminalne przestępstwa. Ojciec obiecywał zabrać go z zakładu poprawczego, jeżeli tylko odrzuci Chrystusa. Pomimo jego licznych wysiłków, nawrócony młodzieniec nieustraszenie trzymał się Jezusa jako swego osobistego Zbawiciela, któremu całkowicie się poświęcił mimo wielu mylnych pojęć dotyczących Boskiego planu. Pewien luterański duchowny, pastor Kuldell, regularnie odwiedzał zakład poprawczy. Przybył tam podczas pobytu Pawła i dowiedział się, że jest w zakładzie młody hebrajski chłopiec, który został uwięziony za przyjęcie Chrystusa za swego Zbawiciela. Pastor Kuldell często rozmawiał z młodym chłopcem i bardzo mu pomógł w jego chrześcijańskim życiu. Młody Paweł szybko zyskał sobie przyjaźń pewnego urzędnika tej instytucji, zasłużył sobie na zaufanie potrzebne do uwolnienia go i opuścił tę instytucję 1 lipca 1889 roku. Jego ojciec, wysyłając go do karnej instytucji zrzekł się swoich praw jako opiekun chłopca (o tym fakcie, który go zmartwił, dowiedział się, kiedy usiłował ponownie wysłać go do Morganza) i dlatego władza stanowa wyznaczyła opiekuna dla młodego chłopca.
       Paweł odnowił swoje śluby poświęcenia, został ochrzczony 14 lipca 1889 r. i powrócił do domu. Ojciec wyśmiewał się z niego i wyrzekł się go jako syna 15 lipca 1889 r., wyprawiając mu nawet imitacyjny pogrzeb. Młody chłopiec został wysłany do Allegheny, gdzie mieszkał jego opiekun i gdzie przez jakiś czas pracował w sklepie z obuwiem. Opatrznościowo Pan umieścił go w pobliżu Domu Biblijnego, gdzie mieszkał Pastor Russell, lecz nie dał mu Prawdy w tym czasie. Pan miał inne plany w stosunku do młodego Johnsona, który miał zdobyć wykształcenie, potrzebne do prowadzenia wielkiej pracy, jaką Pan przewidział, że wykona w późniejszych latach. Bez tego świetnego wykształcenia zdobytego w różnych szkołach nie byłby tak dobrze przygotowany do obrony Prawdy, danej przez Pana za pośrednictwem „mądrego i roztropnego sługi”. Jak mógłby odeprzeć wszystkie ataki skierowane przeciwko Prawdzie bez zdobytej wiedzy, np. języków greckiego i hebrajskiego? W związku z jakąś okazją gospodyni, u której mieszkał, poszła posłuchać Pastora Russella. Po powrocie oświadczyła, że nie wierzy w piekło bo Pastor Russell powiedział, że piekła nie ma. Wtedy młody Johnson odpowiedział: „Jeżeli Pastor Russell nie wierzy w piekło, o którym Biblia na pewno naucza, to on musi być niewierny.” Pan pozwolił mu  przez to błędne przedstawienie trzymać się tego błędu, przez ponad 14 lat, podczas których kształcił go dalej i przygotowywał do przyszłej pracy.
PRZYGOTOWANIA DO PRACY DUSZPASTERSKIEJ
       Naturalnym krokiem było jego przygotowywanie się do pracy duszpasterskiej. 8 września 1890 r. wstąpił na Uniwersytet Stołeczny w Columbus, Ohio. Nie miał trudności w pobieraniu nauk, ponieważ posiadał rzadkie zdolności umysłowe, w rzeczywistości tak wielkie, że go przezywano „umysłowym olbrzymem”. Był tam źle traktowany przez studentów z powodu jego narodowości, a ich zazdrości, lecz on z powodzeniem przezwyciężył te wszystkie trudności. Wiele z tych prześladowczych wysiłków obracał w zapamiętane na długo humorystyczne incydenty. Gdyby nie był obdarowany poczuciem humoru, byłby osłabł na tej drodze. Z łatwością wyprzedzał studentów w ich osiągnięciach, np. z historii Kościoła nigdy nie dał mylnej odpowiedzi. Profesor historii dał mu stopień 99 zamiast 100, ponieważ dowodził, że nikt nie jest doskonały i dlatego sumienie nie pozwala mu dać doskonałego stopnia. Brat Johnson otrzymał stopień akademicki tej uczelni 19 czerwca 1895 r., uzyskując najwyższe odznaczenie w historii tego uniwersytetu. W tym samym roku wstąpił do Seminarium Teologicznego przy kościele luterańskim, które ukończył 25 maja 1898 r. Wszyscy jego nauczyciele uznali jego zdolności jako uczonego.
       Po ukończeniu seminarium 25 maja 1898 r. przyjął stanowisko w małym kościele misyjnym w Mars, Pa., gdzie pozostawał aż do powołania go do Columbus, celem objęcia pieczy nad kościołem luterańskim imienia Św. Mateusza. Okazał tam swoją gorliwość przez postawienie w bardzo krótkim czasie nowego budynku dla swego zgromadzenia. Silnie wierzył i wykładał wiarę luterańską, a kiedy przy pewnej okazji nauczał dogmatu o wiecznych mękach, jakiś członek tego zgromadzenia powiedział do niego: „Ty dzisiaj rano napełniłeś kościół zapachem siarki!” Było to tego samego ranka, kiedy niektórzy bracia z Towarzystwa Strażnicy, Biblii i Broszur rozdawali gazetki w tym zgromadzeniu. Wśród nich był brat Van Hook ze zboru w Columbus. Brat Johnson zwrócił uwagę swoich słuchaczy na tych ochotników, którzy stali zbyt blisko drzwi, zakazując przyjmowania od nich gazetek. Wierzył, że wie wszystko o naukach Pastora Russella, przed którymi w ten sposób bronił swoją trzodę.
       Na początku 1903 roku szczerze pragnął owocniej służyć Panu. Po przeczytaniu broszurki R. A. Torreya na temat chrztu Ducha, jako niezbędnego wyposażenia do służby Pańskiej, pastor Johnson, w dalszym ciągu służąc jako duszpasterz w kościele luterańskim, był głęboko przejęty teorią tej broszurki, odnowił swoje poświęcenie, tym razem myśląc, że na służbę, niejasno rozumiejąc myśl zawartą we wspomnianej broszurce. Między innymi powiedział Panu, że chciałby być wycieraczką, w którą członkowie kościoła mogliby wycierać nogi, jeśliby to miało być Pańskim sposobem uczynienia go efektywniejszym dla Niego. Powstał z kolan zupełnie przekonany, że Pan udzielił jemu upragnionego daru. Od tego czasu, mimo licznych błędów zaczerpniętych z tej broszurki, okazywał innego ducha od tego, jaki panował w kościele luterańskim. Krótko po tym, studiowanie Biblii trwające przeszło dwa i pół miesiąca, bez ludzkiej pomocy, odsłoniło przed nim pewne nauki, które oderwały go od nauk kościoła luterańskiego, a przyprowadziły do pewnych prawd będących szczególnymi prawdami żniwa. Jednakże jego uprzedzenie do „Russellizmu” było tak wielkie, że nie chciał czytać jego literatury, ani słuchać wykładów.
       Następujące nauki zrozumiał sam, badając Biblię bez pomocy ludzkiej w czasie od 23 lutego do 5 maja 1903 r., po której to dacie dalszych nauk w owym czasie nie zrozumiał: (1) jedyność Boga, jako przeciwieństwo trójcy, (2) śmiertelność ludzka, jako przeciwieństwo nieśmiertelności duszy, (3) śmierć, a nie wieczne męki, jako kara za grzech, (4) papiestwo bestią, a protestantyzm obrazem bestii, jako Babilon, (5) identyczność Tysiąclecia i Dnia Sądu, jako tego samego okresu, (6) próbowanie podczas Tysiąclecia nie wybranych umarłych i (7) 1914 r. jako koniec Wieku. Nauczanie i głoszenie niektórych z tych prawd w kościele nominalnym spowodowało wielką opozycję w zgromadzeniu i pośród wodzów kościoła luterańskiego. Opuszczenie przez niego kościoła luterańskiego było obszernie publikowane we wszystkich gazetach w całym kraju. Miało to miejsce 1 maja 1903 r.
ZNAJDUJE PRAWDĘ
       Wzmocniony, przez zajęcie niezachwianego stanowiska i przez prawdy, jakie Pan przed nim otworzył, tęsknił do możliwości większej służby dla Pana, lecz zdawał sobie sprawę z tego, że wielu rzeczy odnoszących się do planu Bożego nie rozumiał. W tym czasie spotkał się z przyjacielem, który był zwolennikiem Towarzystwa Strażnicy, Biblii i Broszur, prosząc go o radę w tej sprawie. Brat ten obiecał przysłać do niego jednego ze starszych zboru w Columbus, ażeby z nim mógł porozmawiać. Dziwną ironią Opatrzności przyszedł mu z pomocą brat Van Hook, roznosiciel gazetek, któremu mocno się sprzeciwił, gdy był jeszcze pastorem luterańskiego kościoła Św. Mateusza. Brat Van Hook był zdumiony ilością Prawdy, objawionej przez Boga bratu Johnsonowi, bez uprzedniego studiowania literatury Prawdy, i taktownie nakłaniał go do czytania pism brata Russella, szczególnie Tomów i Strażnic, co brat Johnson uczynił, przyswajając sobie szybko, w miarę studiowania, cudowne Prawdy. Jak bardzo radowało się jego serce, gdy czytał rozdział: „Chrystus między wami [w was], nadzieja ona chwały”, z którego po raz pierwszy dowiedział się o tylu chwalebnych obietnicach danych klasie Chrystusowej. „Cienie Przybytku” pogłębiały to wrażenie.
       Pod przewodnictwem zboru w Columbus brat Johnson wzrastał w wiedzy i owocach Ducha Świętego, a także na życzenie tego zboru miewał nieoficjalne usługi pielgrzymskie w pobliskim sąsiedztwie, co było obszernie publikowane w prasie. Pierwszy wykład pod auspicjami tego zboru wygłosił 14 czerwca 1903 r. Nie było to w zwyczaju, ażeby komuś nowemu w Prawdzie dawać takie możliwości służby, wkrótce więc o jego działalności dowiedział się Pastor Russell, który zaprosił go do Allegheny na rozmowę w celu mianowania go pielgrzymem Towarzystwa. Po krótkiej wizycie w Domu Biblijnym w Allegheny, podczas której brat Russell poddał go próbie, i po otrzymaniu listu rekomendacyjnego od zboru w Columbus, mianował brata Johnsona na stanowisko pielgrzyma, tj. mówcę stale podróżującego. Miało to miejsce 1 maja 1904 r. dokładnie w rok po opuszczeniu przez niego kościoła luterańskiego. Pracował długo i owocnie w służbie pielgrzymskiej, podróżując po całych Stanach Zjednoczonych. Kiedy w 1903 roku miał trudności w zrozumieniu udziału Kościoła w ofierze za grzech, modlił się gorąco do Boga, ażeby uodpornił jego umysł na tę doktrynę, jeśli nie jest prawdziwą, a taką się jemu wydawała w tym czasie, tj. przeciwną doktrynie okupu. Ślubował wówczas Panu, że jeżeli On udowodni mu, iż jest prawdziwa, to będzie jej bronił aż do śmierci. Po zakończeniu tej modlitwy, jeszcze raz otworzył książkę pt. „Cienie Przybytku” i po raz pierwszy zrozumiał mnóstwo wersetów Pisma Św., mówiących o udziale Kościoła w ofierze za grzech, i z radością stwierdził, że Pastor Russell przedstawił tę sprawę właściwie. Po tym często głosił wykłady na temat tej doktryny, gdy jeździł z miasta do miasta, udowadniając ją wielką ilością dosłownych i przenośnych wersetów Pisma Św. W dniu 3 stycznia 1905 r. zawarł związek małżeński z siostrą Emmą B. Mc Cloud, a ślubu udzielił Pastor Russell w Domu Biblijnym w Allegheny. Siostra Johnson przez wiele lat podróżowała z bratem Johnsonem, towarzysząc mu w pracy pielgrzymskiej.
       Doznanie na początku wielu trudności w zrozumieniu dwóch części ofiary za grzech umożliwiło mu ocenienie tej doktryny, być może bardziej, aniżeli jakiejkolwiek innej osobie w Prawdzie, z wyjątkiem brata Russella. Dowiódł tego w przesiewaniu w latach 1908 - 1911, kiedy wielu utraciło stanowiska, odrzucając Prawdę o dwóch ofiarach za grzech, pośredniku, przymierzach i okupie. Pamiętając o swoim ślubie w 1903 r., brat Johnson ze wszystkich sił ciała, umysłu i serca rzucił się w wir kontrowersji. Prawie wszędzie, gdzie się udawał podczas szczytu przesiewania, od początku 1909 r. do maja 1910 r., głosił jeden z czterech wymienionych stosownych przedmiotów, podkreślając szczególnie udział Kościoła w ofierze za grzech, tak jak go rozpoznał, jako klucz do zrozumienia innych mających związek z nim punktów.
       Jego gorliwość i ciężka praca przyczyniły się do wyczerpania nerwowego („brain fag”). Zachorował 22 maja 1910 r., lecz Pan natychmiast po tym nagrodził go za stałość w służbie, dając mu nagły, bez uprzednich medytacji wgląd w typy pięciu przesiewań żniwa, tak jak św. Paweł wskazał na nie w 1Kor. 10:5-11. To zrozumienie błysnęło w jego umyśle przez nagłe oświecenie, bez żadnego studiowania. Ponieważ wierzył, że w tym doświadczeniu otrzymał pewne bardzo ważne nowe prawdy, pragnął tak szybko jak tylko było możliwe donieść o tym bratu Russellowi. Po spisaniu wytłumaczenia tego przedmiotu, wsiadł do pociągu jadącego do Brooklynu, gdzie została przeniesiona główna kwatera Towarzystwa. Zanim dojechał do Brooklynu pociąg się wykoleił, było to jedyne doświadczenie tego rodzaju, jakie brat Johnson miał w swoim życiu, lecz przybył bez szkody do Betel i wręczył to tłumaczenie bratu Russellowi, który streścił otrzymany artykuł i opublikował go w Strażnicy w 1913 r. Brat Johnson po powrocie na wybrzeże zachodnie wykonywał przez sześć miesięcy ciężką fizyczną pracę i w ten sposób z powodzeniem przezwyciężył wyczerpanie nerwowe. Obawiał się, że jego umysł został na zawsze zrujnowany i że nie będzie mógł zapamiętać swoich 300 wykładów, które wygłaszał według kolejności, cytując przeciętnie 125 tekstów biblijnych w każdym, lecz Pan wynagrodził go wyjątkowo szybkim wyzdrowieniem, ponieważ jego zmęczony umysł zachował dokładnie wszystkie wykłady. Podjął więc na nowo pracę pielgrzymską, będąc owocniejszym niż poprzednio. W następujących po sobie latach podróżował poprzez całe Stany Zjednoczone i Kanadę mówiąc wykłady do braci i publiczności, w którym to czasie przemawiał w każdym prawie mieście liczącym 10 000 ludności lub więcej. Pastor Russell w późniejszych latach wysyłał go tylko do większych miast i zborów.
       W dniu 31 października 1916 r. jego bliski przyjaciel i towarzysz, Pastor Russell, umarł w pociągu jadącym do Santa Fe, blisko miejscowości Pampa w Texasie. Jego śmierć była bardzo wielką stratą dla brata Johnsona, ponieważ jeden drugiego bardzo kochał. Brat Russell poczynił dla brata Johnsona zarządzenia, związane z jego wyjazdem do Anglii w listopadzie, aby usłużył braciom i zbadał sprawy Towarzystwa. Po śmierci brata Russella udał się w tę podróż. Wówczas brat Johnson doświadczył jednej z najsroższych prób w swoim życiu pełnym blasku. Pracował ciężko w Anglii i Szkocji przez kilka miesięcy i doznał wielkiego znużenia, spowodowanego ciężką pracą i dużym brakiem snu. Tamtejsze kłopoty strapiły go, ponieważ nie mógł zrozumieć, jak bracia mogą postępować tak zwodniczo w stosunku do siebie, gdyż on nauczył się patrzeć na braci jako na „Chrystusa w nich, nadzieję onej chwały”. Nie mógł zrozumieć jak tak zwani bracia mogli się nawzajem tak źle traktować. Szczegóły tej pracy i jej rezultaty w Anglii są podane w jego pismach, szczególnie w tomach epifanicznych 7 i 10. Powrócił do Ameryki, gdzie został wciągnięty w wir kontrowersji z różnymi braćmi.
       Było to w tym czasie kiedy J. F. Rutherford, odrzucając zarządzenia przygotowane przez brata Russella, uzurpował sobie kontrolę nad Towarzystwem przez oświadczenie, wykorzystując w sposób legalny formalną procedurę, że urzędy większości członków Zarządu, sprzeciwiających się jemu, zostały zwolnione. Wówczas na ich miejsce powybierał swoich własnych popleczników, zdobywając w ten sposób całkowitą władzę. Takie postępowanie spowodowało, że brat Johnson i inni bracia wystąpili w opozycji, a brat Johnson stał się jego głównym oponentem. Kiedy J. F. Rutherford i inni zaczęli odrzucać prawdy, jedną po drugiej, dane przez brata Russella, to wtedy brat Johnson, jak to wykazują jego pisma (odnoszące się szczególnie do Meraryzmu i Gersonizmu), stanął w obronie Prawdy. Jego zdolność analizowania różnych spraw i dokładna znajomość Pisma Świętego sprawiły, że bardzo dokładnie, szczegółowo zbijał błąd, tak że błądzicieli sprzeciwiających się jemu pozostawił bez jakiejkolwiek podstawy Pisma Św., na której mogliby się oprzeć. Kiedy wielu innych sprzeciwiających się J. F. Rutherfordowi zadecydowało założyć własną korporację i zaczęło praktykować rzeczy, za które potępili J. F. R., brat Johnson im również sprzeciwił się, zostając wodzem tych, którzy się im sprzeciwili. Wielu tych, którzy widzieli tę sytuację tak jak on, stanęło przy nim, a było to w tym czasie, kiedy założył Świecko-Domowy Ruch Misjonarski, jako międzydenominacyjny ruch religijny, mający obecnie członków w 40 krajach. Był redaktorem i wydawcą wielu dzieł Pastora Russella, a także, podczas swego ziemskiego życia był redaktorem, autorem i wydawcą Teraźniejszej Prawdy i Zwiastuna Chrystusowej Epifanii, religijnego miesięcznika tłumaczonego na różne języki i wydawanego przez różne filie Ruchu, oraz „Zwiastuna Epifanii”, ośmiostronicowego religijnego dwumiesięcznika, zawierającego łatwiejsze zarysy Boskiego planu. Podróżował także i miewał obszerne wykłady w różnych miejscowościach. Był autorem i wydawcą dzieł pt. „Bóg”, „Stworzenie”, „Eliasz i Elizeusz”, „Rozmaitości”, „Meraryzm”, „Gersonizm”, „Czwarta Księga Mojżeszowa”, „Posłannik Paruzyjny (Tom 1)”, „Posłannik Epifaniczny”, „Exodus”, „Biblia”, „Księgi Samuela - Królów - Kronik”, „Posłannik Paruzyjny” (Tom 2), „Chrystus-Duch-Przymierza” itd. Kierował wielką pracą publiczną, wydawaniem milionów bezpłatnych gazetek biblijnych, w większości napisanych przez Pastora Russella, i biurem wykładowców zrzeszającym przeszło 100 mówców. Prowadził do końca swoją pracę, włączając służbę generalnego pastora, nauczyciela, opiekuna i dyrektora Ruchu.